once upon time in texas.
czuję się zaszczuta, opierdalana na każdym kroku, przygaszona.
wszystko robię źle, nic się nikomu nie podoba, nie słyszę nic pozytywnego. przyszły jakieś mroczne dni i tylko noc wydaje się z nich wszystkich najjaśniejsza.
Zostawił to złodziej
Księżyc u mego okna.
guilty.
uh oh ah, brzydki dzień, dobry humor ^^ dzisiaj impreza halloweenowa na studenckiej :D <wbijać od 20 jak ktoś chce >w< :D> jak będą foty, to na pewno coś tu wrzucę. i po długich namysłach w co się przebiorę <wybór między sexy pandą a sexy czarownicą XD> wybrałam koniec końców… Freyę! :D czyli moją postać z shadowrun’a >w< będzie to próba przed b-conowym larpem, którego prowadzimy z Jachem ^^ będzie mrocznie :D
w sumie nie mam nic więcej do powiedzenia. buzi :*
znowu mi towarzysz ten film i ta muzyka. film o samej sobie, nuff ;3
brak słów.
jestem zniesmaczona i rozczarowana.
—————————————————————————————————————————————————————————————————————
I’m the reason you crack, yeah, I’m like a bad disease…
bekon bekonowi nie równy.
Po spotkaniu B-conowym, padam :O ale to w sumie po całym dniu padam, bo był męczący ale taaaaki przyjemny :D kocham moje studia, moich znajomych, i zabieganą Meev i szefową (Ho-chan <3), która lubi mnie tulić i śmieje się, że słodko się rumienię jak zaczyna mówić o przedłużaniu różnych rzeczy (XD), cała drużynę b-conową, a nawet moją siostrę i Quba, którzy się ze mnie ciągle nabijają i są wredni i w ogóle ;3 kochaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaam Was <3

b-con na balkonie :3
nicest thing.
dzisiaj jakoś smutniej, ale wszystko zwalam na pogodę ^^ bo jest dzisiaj brzydko w Krakowie… i jakoś człowiek potrzebuje pogadać, pośmiać się, nawet wyjść na kawę gdzieś w jakieś miłe miejsce, żeby ta cała szarość dzisiejszego dnia poszła się kochać i nie mąciła w głowie, dała spokój, dała żyć.
czekam na święta. najpierw na koniec listopada, później na święta. jakoś ten okres wydaje mi się dużo przyjemniejszy. chociaż gdybym nie miała nic do roboty, to cieszyłabym się że mogę siedzieć w domku pod kołuderką z herbatką i dobrym filmem albo w ogóle nie ambitnym odmóżdżaczem.
czasami przydaje się osoba, która czyta w myślach i wie na co mam teraz ochotę. osoba, której chciałoby się ruszyć tyłek i coś zrobić, rany, nie wiem już, gubię się w tym, co chciałabym powiedzieć, napisać.
(hej, hej, gdzie jesteś?)
dogs day are over.
Happiness hit her like a train on a track Coming towards her stuck still no turning back She hid around corners and she hid under beds She killed it with kisses and from it she fled With every bubble she sank with her drink And washed it away down the kitchen sink The dog days are over The dog days are done The horses are coming So you better run Run fast for your mother, run fast for your father Run for your children, for your sisters and brothers Leave all your loving, your loving behind You cant carry it with you if you want to survive The dog days are over The dog days are done Can you hear the horses? 'Cause here they come And i never wanted anything from you Except everything you had and what was left after that too, oh Happiness hit her like a bullet in the head Struck from a great height by someone who should know better than that The dog days are over The dog days are done Can you hear the horses? 'Cause here they come Run fast for your mother, run fast for your father Run for your children, for your sisters and brothers Leave all your loving, your loving behind You cant carry it with you if you want to survive The dog days are over The dog days are done Can you hear the horses? 'Cause here they come The dog days are over The dog days are done The horses are coming So you better run psujem siem :<