TiM – day 01.
Tytuł oznacza pierwszy dzień mojego zakuwania na egzamin z Teorii i Metodologii NKBI, podzieliłam sobie notatki na 6 części (żeby przez czwartek i piątek móc jeszcze lektury poczytać), dzisiaj pożarłam 1/6. Poszło całkiem nieźle, chociaż opierdalanie się przez pół dnia wychodziło mi lepiej.
Dzień dzisiejszy, pomimo iż obcowała w nim nauka TiM’u, był bardzo przyjemny. Zakupiona bluza z Cookie Monsta (nie dla mnie), pyszny obiadek w postaci kurczaczków z kejfacza plus do tego kukurydza (na którą z winy B. miałam ochotę od ponad tygodnia) i do tego kolejny odcinek TBBT wprowadził mnie w błogi stan lenistwa i wyjebania na naukę. Pocieszałam się myślą, że jest dopiero 16:00 (koniec końców wstało się przed 12:00, więc to był niezły tajming). I tak zanim zasiadłam do chwalebnej czynności segregowania (nie moich) notatek i wzbogacania się o kolejną (nieprzydatną) wiedzę, wysprzątałam pół mieszkania wliczając w to mycie garów. fak jea.
koniec końców do nauki przystąpiłam, lecz nie trwało to długo, gdyż niejaki Marcin Ch., znany również jako ‘Marcinek’, przekazał nam informację, iż ma dwa wolne spoty do filharmonii na koncert muzyki filmowej, który właśnie trwa a my się mamy zebrać na jego część drugą. Tak też uczyniliśmy.
Niezwykłym przeżyciem dla mnie było odsłuchanie głównego motywu z Gwiezdnych Wojen (bogowie, dawał radę <3), Władcy Pierścieni oraz Piratów z Karaibów, aczkolwiek muzyka z Ojca Chrzestnego też miło łechtała mój zmysł słuchu. Pozdrawiam pana od talerzy oraz Pana Bębniarza, który podczas pieśni z LOTR’a podskakiwał przy waleniu w bębna tak, jakby sam był orkiem zmierzającym w celu obalenia Gondoru. Dziękujemy Ci Marcinku! <3
Po powrocie oczywiście trzeba było się jeszcze trochę poopierdalać, ale po 22:00 w końcu czas przyszedł na romans z TiM’em. o godzinie 00:20 było po wszystkim. Niesłychane, że jak się człowiek skupi, to tak szybko potrafi uporać się z materiałem. szkoda, że to zdarza się tak rzadko w moim przypadku.
Z racji tego, iż nie mam nic lepszego do roboty, czas odpalić filma jakiegoś wcześniej odciągając B. od historii filozofii, co by się chłopaczyna nie przemęczyła (aczkolwiek ma dobry support w postaci walki z logiką).
Dobranoc wierni czytający! (to była ironia. znaczy z tymi czytającymi, dobranoc jest szczere).










sesja in progress, how sweet.
Boję się ludzi.
nigdy nie byłam przykładem dobrej koleżanki/przyjaciółki/girl next door, ale zawsze o tym mówiłam na głos, nie ukrywałam tego, taka jestem. Przepraszam, że przez to cierpisz Ty/on/ona/ono. Tak czy siak zawsze jestem, potrzebujesz porozmawiać/pośmiać się/wypłakać/poplotkować/pożyczyć pieniądze/iść na piwo, do kina, do szpitala- daj znać, przybiegnę od razu. Ale pamiętaj, że ja też mam swoją misję, jakiś cel, do czegoś dążę. Uczę się być egoistką, ale też robię to dla kogoś. Proszę, nie wymagajcie ode mnie socjalizowania się, bo działa to u mnie odwrotnie, mam wrażenie, że nie dużo brakuje mi do bycia socjopatą.
i jestem praktycznie pewna, że kiedyś nie będzie już nikogo.
_______________________________________________________________________________________
pomijając te smuty na górze jest naprawdę dobrze, jak nigdy. Życie ogarniam, wiem co chcę zrobić, mam jakiś cel, plany, życie daje w dupę, ale odbieram to za niezły trening, sesję ogarniam, żeby nie powiedzieć że rozk*rwiam, chyba w końcu dojrzałam do bycia studentką nawet mojego beznadziejnego kierunku (ale już niedługo, niedługo!). Plany artystyczne się pojawiły, mam nadzieję, że niedługo uda mi się gdzieś zamieścić efekt pracy ;) serduszko się cieszy, tylko jeszcze byle się wyspać i będzie w ogóle splendid, bo od tej ciągłej pracy anemia mnie męczy znowu.
tyle! jakoś nie mam więcej do powiedzenia. przydałoby się zmienić trochę funkcję tego bloga, zamiast mojego nudnego i szczęśliwego życia powinnam zacząć recenzować filmy/książki/wystawy graficzne czy nowe przesłuchane przeze mnie zespoły. A może i nie, inteligencją nie grzeszę, więc jebał to pies ;)












